piątek, 28 grudnia 2012

Tarta buraczana z bryndzą.

Ostatnio podczas rozmowy z moim przyjacielem zeszliśmy na temat gastronomicznych ''lubię, nie lubię'', oboje należymy do osób które spróbują wszystkiego, ALE...No właśnie, każdy ma jakieś jedzeniowe ''ale''. Ja np. nigdy nie byłam i nie będę przekonana do wszelkich murzynków, ciast czekoladowych, muffinów czekoladowych, ciasteczek czekoladowych i LODÓW czekoladowych, bo poprostu nie (wiem, dziwna sprawa).  Kubie zastanowienie się nad swoim ''ale'' zajęło chwilę, ale gdy już wpadło mu do głowy bardzo mnie zdziwił, otóż dowiedziałam się że nie lubi...BURAKÓW! W żadnej postaci, no chyba że jest to barszcz. Ani surówek, ani kremów, ani poprostu niczego co nie jest barszczem. Jest to dla mnie bardzo trudna do zrozumienia sprawa (tak jak dla Kuby moje czekoladowe awersje), jakoże od zawsze jestem WIELKĄ fanką tego warzywa. Dzisiaj podzielę się jednym z moich ulubionych przepisów na tartę buraczaną z bryndzą, typowo ''polska'' sprawa, w niedalekiej przyszłości szykuję się ją przygotować Kubie, być może uda mi się go przekonać buraczków :)


Tarta buraczana z bryndzą:

Ciasto:

-90g utartego na tarce twardego masła
-200g mąki
-50ml zimnej wody
-szczypta soli
-szczypta tymianku

Mąkę z solą przesiewamy przez sito, dodajemy masło, wodę i tymianek, wszystko zagniatamy na gładką masę, formujemy kulę i wstawiamy do zarażalnika na 30min.

Farsz:
-700g niewielkich buraków (upieczonych do miękkości przez godzinę w 180C)
-200g bryndzy
-3 jajka
-5-6 łyżek kwaśnej śmietany
-sól, pieprz
-świeży/suszony tymianek 
-odrobina octu balsamicznego (opcjonalnie)*

Zawinięte w folie aluminiową buraki pieczemy przez godzinę w piekarniku rozgrzanym do 180C, tak aż będą miękkie. Upieczone buraki studzimy i obieramy ze skórki, po czym kroimy w talarki (ważne by buraczki były dokładnie upieczone). Formę do tarty wykładamy rozwałkowanym ciastem i układamy na niej pokrojone buraki. Śmietanę dokładnie rozkłócamy z jajkami, tymiankeim, solą i pieprzem. Zalewamy buraki masą jajeczną, na górę kruszymy bryndzę i opcjonalnie skrapiamy octem balsamicznym. Pieczemy w 180-190C przez 30-40 min. Smacznego!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Pierniczki bez pieczenia :)

Szał, popłoch, wrzaski w sklepach-czyli nieuchronnie zbliża się Bożenarodzenie. A co za tym idzie gotowanie, pieczenie, zakupy i walka w kuchni... W tym roku postarałam się być sprytniejsza i nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę, ostatnio ulepiłam mnóstwo pierogów, a wczoraj wpadłam na pomysł na pierniczki bez pieczenia, które są dla mnie idealnym wyjściem na aktualne życie bez piekarnika. Przepis jest tani, szybki i bardzo smaczny! 


Pierniczki bez pieczenia:
-500g mąki
-2 łyżki miodu
-420g jogurtu naturalnego
-przyprawa do piernika (lub domowa mieszanka korzenna)
-cynamon
-szklanka cukru (najlepiej muscovado)
-łyżeczka sody oczyszczonej

Mąkę, cukier, miód, jogurt, przyprawe do piernika, cynamon i sodę łączymy razem i zagniatamy na jednolitą masę przez ok 10 minut. Z uformowanej kuli odrywamy po kawałku i wałkujemy na płaski placek, za pomocą foremek wycinamy kształty wedle uznania. Smażymy na suchej patelni tak by ciasteczka urosły. Smacznego!

wtorek, 27 listopada 2012

''Burger from hell'' :)

Po jednym z odcinków Masterchef'a zauważyłam nagły skok popularności burgerów. Z tego co mi wiadomo wiele osób (zarówno wśród moich znajomych jak i użytkowników) byłi "zażenowani" pomysłami uczestników na prawdziwego burgera. Moim zdaniem jest to o tyle fajne danie, że można wrzucić do niego co się chcę. Ostatnio zainspirowana ilością pomysłów na bohatera dzisiejszego dnia, natknęłam się na program ''Man vs. Food" gdzie w jednym z odcinków gospodarz programu wybrał się do ''Coyote Bluff Cafe'' w Amarillo w Texasie by spróbować najsłynniejszego burgera w stanie :) Oczywiście domyślam się, że wersja moja i mojego chłopaka odbiega wielce od pierwowzoru, ale jest naprawdę ''porządna''. Jeżeli lubie ostre jedzenie, to naprawdę zachęcam do wypróbowania przepisu, bo jest prawdziwie z piekła rodem :D


"Burger from Hell":
-500g mielonego mięsa wołowego (najlepiej zmielonego 2 razy)
-1 cebula
-2 ząbki czosnku
-łyżeczka tabasco
-parę kropel sosu Worchestershire
-2-3 łyżki musztardy
-łyżeczka octu z zalewy japaleno
-2 łyżeczki oliwy z oliwek
-1 jajko
-80g bułki tartej
-sól, pieprz

Dodatki:
-4 papryczki japaleno
-2 plasterki pomidora
-100g tartego sera typu cheddar
-4 plastry boczku
-2 bułki

Sos:
-2 łyżki majonezu
-3 łyżki ketchupu
-łyżeczka musztardy
-pół łyżeczki płatków chili

 Cebulę siekamy w drobną kostkę i podsmażamy na łyżce oliwy. Mięso mielimy dwa razy, po czym dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, podsmażoną cebulę, tabasco, Worchestershire, musztardę, ocet i mieszamy. Potem dodajemy jajko, bułkę tartą i doprawiamy do smaku solą i pieprzem, dokładnie mieszamy. Smażymy na rozgrzanej patelni grillowej przez ok. 3 minuty z każdej strony. 
 Jalapenos kroimy w prążki (po dwie na jednego burgera), paski boczku smażymy "na sztywno".
Na burgera kładziemy nasze pokrojone jalapenos i przykrywamy serem, wstawiamy do piekarnika by ser się stopił. Równocześnie opiekamy w piekarniku bułki tak by były chrupiące ;)
 W czasie gdy ser z bułkami są w piekarniku, przygotowujemy sos. Majonez, ketchup i musztardę dokładnie mieszamy, dodajemy chili i ponownie dokładnie mieszamy.
 Gdy ser będzie stopiony, a bułki opieczone, wyciągamy je z piekarnika, smarujemy bułki sosem, wkładamy burgera, boczek i pomidora i walczymy z żywiołem :)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Pizza "Polonaise" i łososiowa z jajkiem.

Ostatnio blogspot zalazł mi za skórę...Męczyłam się z notatką o pizzy przez 45 minut, była piękna, długa, poetycka, zabawna i w ogóle najlepsza, gdy nagle spłatał mi figla i wszystko skasował (i nie jest to moja wina ;)). Tak więc ze względu na moją kłótnię z blogspotem wrzucam same przepisy bez dłuższej mowy wstępnej :)
 PS. Czy może być coś lepszego niż łosoś, szpinak, sos beszamelowy i jajka sadzone?


 łososiowo-szpinakowa prosto z pieca :)
Polonaise (wszystko co polskie!) przed pieczeniem :)

Jeżeli cały czas poszukujesz idealnego przepisu na ciasto do pizzy, to właśnie oto go znalazłeś :)
Moje ciasto na pizze (wychodzą dwie blachy):
-4 szklanki mąki pszennej
-100g świeżych drożdży
-8 łyżek mleka
-4 łyżki cukru
-2 łyzeczki soli
-4 łyżki oliwy z oliwek
-szklanka wody

Rozpoczynamy od skruszenia drożdży do miseczki, zasypania ich cukrem i zalania mlekiem (lekko podgrzanym), po czym przykrycia ściereczką i odstawienia w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (najlepiej przy kominku jeżeli się ma, ale uprzednio nagrzewana przez 3 minuty mikrofalówka też ujdzie ;)). Drożdże powinny zwiększyć objętość conajmniej dwukrotnie.
 Gdy drożdże już wyrosną dodajemy do nich przesianą przez sitko mąkę, sól, wodę i oliwę po czym wyrabiamy ciasto. Ciasto jest odpowiednio wyrobione jeżeli nie klei się do rąk i jest elastyczne. Tak wyrobione ciasto odkładamy znowu w ciepłe miejsce by znowu dwukrotnie się zwiększyło.
Tak przygotowane ciasto dzielimy na dwie części i wałkujemy na pożądaną grubość, powiem tylko tyle że zarówno cienkie jak i grube jest doskonałe ;)

Pizza z pieczonym łososiem, szpinakiem i jajkiem:
-5 (ok.500g) dzwonków z łososia
-opakowanie mrożonego szpinaku
-150g mozzarelli
-4 jajka
-sok z 1 cytryny
Sos beszamelowy (zamiast pomidorowego):
-4 łyżki masła
-4 łyżki mąki
-półtorej szklanki mleka
-4 łyżeczki soku z cytryny
-gałka muszkatałowa
-sól i pieprz

Łososia solimy, pieprzymi i zalewamy sokiem z jednej cytryny, po czym pieczemy w 180 przez 30-35min. Szpinak rozmrażamy na patelni. Gdy łosoś będzie gotowy oddzielamy mięsco od ości i dzielimy na mniejsze kawałeczki. W czasie gdy łosoś będzie stygł zjamujemy się sosem. Na niewielkim ogniu topimy masło, dodajemy mąkę i energicznie mieszamy tak by w zasmażce nie powstały grudki, powoli dolewamy mleka ciągle mieszając. Sos powinien po 2-3min zacząć gęstnieć, doprawiamy wedle uznania sokiem z cytryny, gałką muszkatałową oraz solą i pieprzem. Zdejmujemy z ognia i tak przygotowanym sosem smarujemy spód do pizzy, który następnie przykrywamy szpinakiem, łososiem i posypujemy serem. Na koniec wbijamy jajka na wierzch i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni na ok.15 minut.

Pizza "Polonaise"(najbardziej polska pizza ever):
-1kg małych buraczków (upieczonych w folii aluminiowej w 180 stopniach przez 40-50min)
-2 czerwona cebule
-200g bryndzy
-świeży lub suszony tymianek
-odrobina octu balsamicznego do polania (opcjonalnie)

''Sos'' do pizzy:
-250g twarogu
-3 ząbki czosnku
-tymianek
-sól, pieprz

Twaróg rozdrabniamy widelcem, dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i przyprawiamy tymiankiem, solą i pieprzem, odstawiamy do lodówki. Upieczone buraczki kroimy w talarki. Cebulę siekamy po czym przelewamy gorącą wodą by straciła ostry smak. Rozwałowany spód smarujemy twarożkiem, posypujemy cebulą, rozkładamy buraczki, posypujemy skruszoną bryndzą i tymiankiem, kropimy octem balsamicznym. Tak przygotowaną pizze wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni na ok 15 minut. Smacznego!



środa, 14 listopada 2012

Udka w domowym teryiaki :)

Uwielbiam kuchnie orientalną we wszelkiej postaci, fascyjnuje mnie różnorodność smaków, przypraw i kolorów. Ostatnio przypomniało mi się jak w Toronto jadłam najlepszą wołowinę w Teryiaki jaką miałam okazje kiedykolwiek spróbować, postanowiłam postarać się odtworzyć jej smak. Fakt faktem, trochę daleko do niedoścignonego ideału, ale równie satysfakcjonująco, tymbardziej że marynatę i sos zrobiłam sama. Może i nie jest to prawdziwe teryiaki. a raczej moja wariacja na jego temat, w każdym bądź razie jest to ''teryiakipodobne''. i całkiem jadalne :)

zamarynowane udka

usmażone i gotowe do jedzenia :)

Udka w teryiaki:
-80ml sosu sojowego
-3 łyżki octu balsamicznego
-łyżeczka startego imbiru
-kilka ziarenek kolendry (rozgniecionych)
-chili w proszku
-2-3 łyżeczki cukru
-6-7 udek z kurczaka
-olej do smażenia
-kilka łyżeczek sezamu (opcjonalnie)

Sos sojowy mieszamy dokładnie z octem, imbirem, ziarnami kolendry, chili i cukrem. Tak przygotowaną marynatą zalewamy udka i odstawiamy na godzinę (a najlepiej całą noc) do lodówki.
Po godzinie (lub nocy) wyciągamy udka z lodówki i smażymy na rozgrzanej patelni z dodatkiem oleju lub grillujemy, po kilka minut z każdej strony dopóki nie zciemnieją.
Resztę marynaty przelewamy do rondelka i redukujemy do połowy. Sos po zrobieniu powinien mieć konsystencje syropu. Sezam prażymy na suchej patelni. Udka podajemy polane gotowym sosem i posypujemy sezamem. Prawda że proste? :) Smacznego!

wtorek, 13 listopada 2012

Klasyka inaczej-placki ziemniaczane.

Czasami jest tak, że najprostsze rozwiązania okazują się być tymi najlepszymi.
Podobnie było dzisiaj, placki ziemniaczane. Fakt faktem są pracochłonne, ale kto ich nie lubi?
Pamiętam placki ziemniaczane w domu mojej babci na Podlasiu. Zapach majeranku i sosu grzybowego. Przepisów na placki jest tyle ile ich odmian... Latkas, Rosti, Draniki, Kartofelpuffer, Boxty. Co dom to inny przepis, do masy dodaje się marchew, czosnek, jabłko, cukinie, dynie, spotkałam sie nawet z musztardą. Dodatkowo cukier, śmietana, mięso, sery, sosy, ostre, łagodne, twaróg, konfitury, cokolwiek dusza zapragnie.
 W moim domu nigdy nie było placków na słodko, ba nawet nigdy nie ośmieliłam się ich spróbować, bo cóż to by była za profanacja!
Dzisiaj podzielę się z Wami moim przepisem na placki ziemniaczane, nie jest to przepis babciny, ale równie dobry.

 gotowa do smażenia masa 

gotowe placki :)

mój mały prześladowca :)

Placki ziemniaczane:
-1kg ziemniaków
-łyżka soli
-pieprz
-ugotowana marchewka
-1 cebula
-pół łyżeczki curry
-2 łyżki ketchupu
-odrobina słodkiej papryki
-półtorej szklanki mąki
-2 jajka
-olej do smażenia

Ziemniaki i cebulę ścieramy na tarce o grubych oczkach. Z ugotowanej marchewki robimy puree i dodajemy do startych ziemniaków i cebuli, mase doprawiamy solą, pieprzem, curry, papryką i ketchupem. Mieszamy i dodajemy mąkę i jaja. Tak przygotowaną masę smażymy na rozgrzanym oleju na rumiano z dwóch stron. Jako dodatek polecam sos grzybowy, lub salse z pomidorów. Smacznego!

sobota, 10 listopada 2012

Apokalipsa i cynamonowe klopsiki

 Jutro jest święto narodowe, tak rozumiem jest to dzień wolny i bla bla bla, ale w tym roku wypada w niedziele a ludzie w sklepach biją się o ostatni kawałek mięsa, kobiety krzyczą na mężów ''TĘ W PAPIEROWEJ TŁUKU!'' (mowa o bułce tartej), włoszczyzny nie ma (a niech jedzą te swoje rosoły), ciasta wykupione, dzieci krzyczą i wbiegają pod nogi, babiczki w fioletowych włosach nagle stają się mistrzyniami świata w biegu na 50m (do świeżo otwartej kasy), kasjerki blade, służba sprzątająca nie nadąża za potłuczonymi słoikami i rozlanymi sokami. Przecież kiedyś w niedziele wszystko było zamknięte, a w poniedziałek jest kolejny NORMALNY dzień. Nie dajmy się zwariować, święto, świętem, ba u niektórych nawet bardziej niż u innych (moja Mama obchodzi jutro urodziny :D ). Naprawdę, dzisiaj kupując 1 (słownie:JEDNĄ) puszkę coli, przeżyłam namiastkę apokalipsy.





Cynamonowe klopsiki:
-500g mielonego mięsa
-1/2 dużej cebuli
-łyżeczka cynamonu
-sól, pieprz
-3-4 łyżki kwaśnej śmietany
-75g bułki tartej
-1 jajko
-olej do smażenia

Puree ziemniaczane:
-750g ugotowanych ziemniaków
-pół szklanki mleka
-łyżka masła
-sól, pieprz, gałka muszkatałowa

Sałatka buraczana:
-500g startych buraków
-1/2 cebuli
-sól, pieprz
-3 łyżki octu balsamicznego

Klopsiki:
Cebulę drobno siekamy i podsmażamy na maśle dopóki nie będzie szklista. W misce rozdrabniamy widelcem mięso, dodajemy podsmażoną cebule, śmietane, bułke tartą, cynamon, sól, pieprz i jajko. Dokładnie mieszamy. Ręce moczymy w wodzie i formujemy malutkie kuleczki (takie jak kottbullary), które następnie smażymy w oleju na średnim ogniu, dopóki się nie zarumienią. Odsączamy z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym.

Puree ziemniaczane:
Ugotowane ziemniaki gnieciemy tłuczkiem do ziemniaków, dodajemy mleko, masło i przyprawy wedle uznania i dokładnie mieszamy.

Sałatka buraczana:
Posiekaną cebulę mieszamy z buraczkami i wstawiamy do lodówki na jakieś 15 minut, po tym czasie dodajemy ocet balsamiczny i przyprawiamy.

SMACZNEGO!


czwartek, 8 listopada 2012

Tarta Hawajska :)

Jak już pisałam wcześniej uwielbiam jesień, ale ta aktualna niestety nas już nie rozpieszcza swoją dobrą stroną. Bynajmniej nie w Gdyni. Od kilku dni ciągle pada deszcz i ma prawo zamarzyć się miła podróż w tropiki, narazie póki co jedynie na talerzu. Przepis (na który się natknęłam na bbc.com w dziale ananasa, został i tak zmodyfikowany) pochodzi jeszcze z czasów świetności mojego piekarnika. Myślę, że kiedy spróbujecie tej tarty, błyskawicznie przeniesiecie w naprawdę odległe, ciepłe miejsce :)



Hawajska tarta:

Ciasto:
-90g utartego na tarce twardego masła
-200g mąki
-50ml syropu z ananasa (z puszki)
-szczypta soli
-łyżeczka curry
-łyżeczka słodkiej papryki

Nadzienie:
-podwójna pierś z kurczaka (pokrojona w kostke)
-czerwona i żółta papryka pokrojona w paski
-kilka plastrów ananasa z zalewy
-drobno posiekany świeży imbir
-prążki jasnej części pora
-opcjonalnie posiekana papryczka chili*
-oliwa do smażenia

Masa do zalania:
-3 jajka
-4-5 łyżek kwaśnej śmietany
-sól, pieprz
-curry
-ostra papryka
-ok 70g tartego sera (rodzaj wedle uznania, ale odradzam parmezan i Grana Padano, ja dałam mozarelle zmieszaną z goudą)

Danie rozpoczynamy od zagniecienia ciasta: masło ucieramy na tarce o grubych oczkach, dodajemy wszystkie kolejne składniki i zagniatamy dopóki ciasto nie będzie gładkie (takie jak prawidłowe kruche :)), zawijamy w folie i na czas przygotowania nadzienia wstawiamy do zamrażalnika. 
Kurczaka podsmażamy z porem, imbirem i chili na oliwie, pokrojoną w paski paprykę dodajemy na sam koniec. Z lodówki wyciągamy ciasto i wykładamy nim forme, dokładnie nakłuwając widelcem by nie napuchło w trakcie pieczenia, następnie wykładamy na ciasto nadzienie.
Jajka rozkłócamy ze śmietaną, przyprawami i serem, taką masą zalewamy nadzienie.
Tartę pieczemy w piekarniku z włączonym termoobiegiem przez ok 30-40 minut w temperaturze 180 stopni.
Smacznego :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Risotto serowo-grzybowe

Bedąc wczoraj zapytaną przez kolegę o przepis na ''Risotto'', przypomniałam sobię że w kopiach roboczych pozostała jedna nieskończona notatka, właśnie z tym oto daniem. Dzisiaj postanowiłam dokończyć notatkę i podzielić się z Wami przepisem na jedno z moim ulubionych odmian risotto.
O pochodzeniu risotto niestety wiadomo nie wiele, niektóre źródła podają że potrawa wraz z ryżem została przywieziona z Chin przez Marco Polo, a inne że została wymyślona w stu procentach przez Włochów.
Najpopularniejszą odmianą Risotto jest ''Risotto alla Milanese'' z parmezanem, cebulą i szafranem. Risotto alla Milanese jest bardzo często podawane tuż przed głównym daniem do różnego rodzaju wytrawnych win, lub innych wytrawnych alkoholi (np. wermutu).
Do mojego risotto użyłam suszonych grzybów, świezych pieczarek i charakterystycznego w smaku pieczonego w łupinach czosnku.



Risotto serowo-grzybowe:

-300g ryżu Arborio lub Carnaroli (w razie draki zwykły też się sprawdzi :) )
-1l wywaru z kury lub warzyw
-szklanka dobrej jakości białego, wytrawnego wina
-50g suszonych grzybów (namoczonych we wrzątku, najlepiej przez noc)
-300g świeżych drobnopokrojonych pieczarek
-2 drobno posiekane cebule
-4-5 ząbków czosnku
-50g tartego parmezanu
-opcjonalnie kostka serka topionego*
-oliwa do smażenia

*serek topiony nadaje daniu bardziej kremowej konsystencji (wolę dodać serek niż np. śmietanę)

Ząbki czosnku w łupinach wsadzamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na 20-25min. W międzyczasie posiekaną cebulę podsmażamy na oliwie, gdy będzie już szklista wrzucamy ryż i mieszamy, po chwili smażenia (ok 3-4min), podlewamy ryż winem i mieszamy aż wyparuje. Po czym gotujemy na wolnym ogniu i podlewamy bulionem, dopóki ryż nie stanie się miękki. Należy pamiętać że trzeba dolać tyle wywaru ile ryż jest w stanie pochłonąć.
Z namoczonych grzybów odlewamy wodę, drobno kroimy. Drobno pokrojone pieczarki podsmażamy na łyżce oliwy (tak by puściły wodę). 
Gdy ryż będzie już miękki, wyciągamy z piekarnika czosnek. Tak przyrządzony czosnek powinien sam ''wyskakiwać'' z łupiny, następnie kroimy w plasterki/kostkę (wedle uznania) i wrzucamy razem z grzybami do naszego ryżu i mieszamy. Na koniec dodajemy parmezan i ewentualnie serek topiony i mieszamy, dopóki nie osiągniemy kremowej konsystencji. Smacznego!

niedziela, 4 listopada 2012

Patatas fritas con guacamole!

Dzisiaj w trakcie desperackiego (!) ataku głodu i biednie wyposażonej lodówki (w końcu koniec weekendu jest...), natknęłam się na paczkę mrożonych frytek, pół awokado, dwa plastry sera i odrobinę startego. Tak powstały ''Frytki na bogato'' :D Przyznaję, że Guacamole nie jest prawdziwym meksykańskim Guacamole, ale równie dobrą i bardzo popularną u Hiszpanów podróbką.
Hiszpanie mają mnóstwo opatentowanych przepisów na Guacamole (a raczej jak je podrobić by mogli je nazwać swoim) zaczynając od tych z majonezem,  jajkiem a kończąc na tych z tuńczykiem albo soczewicą (na której widok słabo mi się robi do dzisiaj, odkąd wciskano mi ją w szkolnej kantynie jako narodowe danie hiszpanów). Dzisiaj postawiłam na skromny, podstawowy przepis na ten cudowny sos który podpatrzyłam w jednym z moich ulubionych tapas barów ''La taberna del puerto'' w Esteponie :)
Sądzę, że przepis doskonale się sprawdzi u studentów, nie potrzeba wielu składników, czasu ani pieniędzy, a efekt jest meeeega zadowalający! :)




Patatas fritas con guacamole albo ''Frytki na bogato'' :)) :

-opakowanie mrożonych frytek (jeżeli mamy więcej czasu to ''samorobnych'')
-olej do smażenia (w moim wypadku na chwilę obecną jedyna opcja wchodząca w grę :))
-ser tarty lub kilka plastrów sera (ja użyłam goudy i tartego cheddara)

''Hiszpańskie'' guacamole:

-jedno dojrzałe awokado
-2 ząbki czosnku
-2 łyżki majonezu
-sól, pieprz
-ostra papryka (ja użyłam w proszku)
-odrobina posiekanej pietruszki
-łyżeczka soku z cytryny


''La Taberna del Puerto" podczas wyprawy na śniadanie z moją przyjaciółką :)



Frytki pieczemy (lub smażymy), wedle przepisu na opakowaniu aż będą rumiane. W trakcie przyrządzania frytek zajmujemy się sosem. Awokado rozkrajamy na pół, usuwamy pestkę i łyżeczką wydłubujemy z środka miąższ, przekładamy do miseczki gdzie gnieciemy go widelcem na ''papkę''. Czosnek siekamy lub przeciskamy przez praskę i dodajemy do masy, doprawiamy sola, pieprzem, sokiem z cytryny, papryką i pietruszką. Gdy frytki już będą gotowe posypujemy je serem i zapiekamy (lub mikrofalujemy (?)) dopóki ser nie stopnieje, do porządanej przez nas konsystencji (u mnie to dosłownie kilka minut). Gdy ser jest już stopiony, smarujemy frytki i ser powierzchu pysznym, podrobionym guacamole. Smacznego! :)

poniedziałek, 29 października 2012

Pizza bezpiekarnikowców :)

Jak to już w życiu bywa, człowiek w akcie desperacji miewa wiele różnych pomysłów. Jak już wszyscy wiedzą nie mam aktualnie piekarnika i ostatnio zachciało mi się domowej pizzy. Tak oto narodził się pomysł na prostą i łatwą w wykonaniu domową pizze na patelni. Powiem, że efekt jest całkiem zadowalający, a niektórzy stwierdzili nawet że ciasto trochę przypomina to z Pizza Hut (po dodaniu tłuszczu do smażenia oczywiście :D), pomimo tego że nie zawiera w sobie ani grama drożdży. Sądzę że ten przepis jest fajną alternatywą dla ludzi którzy tak jak ja nie posiadają piekarnika a uwielbiają pizze. Wygodne jest to że ciasto można dostosować do własnych upodobań, ja osobiście wolę cienkie ciasto, ale to już kwestia osobista :)



Pizza bez piekarnika:

Ciasto:
-500g jogurtu naturalnego
-500g mąki
-łyżeczka proszku do pieczenia
-szczypta soli

Sos:
-średni słoiczek koncentratu pomidorowego (nigdy nie robiłam sosu z koncentratu, ale czas naglił)
-ok.200 ml wody
-jedna mała cebula
-3 ząbki czosnku
-zioła prowansalskie (można zamiast ziół dodać bazylie, oregano, akurat zioła miałam pod ręką)
-sól, pieprz

Dodatki (można dać wszystko jak do swojej wymarzonej, domowej pizzy):
-kilka plastrów szynki
-pieczarki
-cebula
-tarty ser, lub kilka plastrów

Pizzę radzę zacząć od ciasta, wszystkie składniki zagniatamy razem i wyrabiamy aż będzie gładkie. Blat podsypujemy mąką, urywamy trochę ciasta z kuli i wałkujemy na grubość wedle gustu i upodobania.
Tak gotowe blaty odkładamy na bok i przechodzimy do przyrządzenia sosu. Cebule siekamy w drobną kostkę, czosnek również. Do rondelka na zimny tłuszcz (nie odpalając palnika) wrzucamy czosnek i cebulę, dopiero wtedy włączamy palnik, robimy tak ponieważ czosnek smażony na zimnym tłuszczu jest dużo bardziej aromatyczny. Dodajemy odrobinę soli, co sprawi że cebula szybciej zmięknie, gdy cebula i czosnek będą już szliste, dodajemy koncentrat i wodę, mieszamy do gładkości i podgrzewamy, następnie doprawiamy wedle uznania ziołami, solą, pieprzem. Podgrzewamy na małym ogniu. W międzyczasie kroimy cebule w piórka, pieczarki w plasterki i podsmażamy na odrobinie tłuszczu. W międzyczasie rozgrzewamy patelnie (można dać łyżeczkę lub dwie oliwy do smażenia, ale nie jest to konieczne) i kładziemy na nią nasze blaty do pizzy i przykrywamy pokrywką. Po 3 minutach ciasto powinno być zarumienione od spodu, przekręcamy je na drugą stronę i górną, zarumienioną stronę smarujemy sosem, dorzucamy pieczarki, pokrojoną szynkę i posypujemy serem, ziołami, ponownie przykrywając i czekając aż ser stopnieje. Smacznego! :)



piątek, 19 października 2012

Dyniowy mac and cheese

W końcu nadeszła moja ULUBIONA pora roku-JESIEŃ! Muszę przyznać, że pomimo tego iż miałam okazje zwiedzić trochę świata i przeżyć trochę jesieni w różnych jego zakątkach, żadna jesień nie jest tak piękna jak nasza POLSKA, ZŁOTA JESIEŃ! Spotkałam się też z gdybaniami że na pewno jest ładniej w Kanadzie, otóż nie, też spędziłam tam kilka wszystkich pór roku i nie mogę się z tym zgodzić. Niektórzy najbardziej lubią wiosnę choćby z tego względu, że to właśnie wtedy wszystko budzi się do życia, jest zielone, ptaki ćwierkają i można schować wojłaki/walonki/kozaki łotever do czarnego worka. Ja kocham jesień za to że zwieńcza urodę całego roku w kolorach, zapachach, smakach (w zimie pozostają nam importowane mandarynki, własne przetwory, mrożonki i ogólnie jest słabo), a zarazem przypomina o tym że coś się kończy i na jakiś czas umiera, więc pozostaje nam się nią nacieszyć póki jeszcze można. Tak jak to już w naturze bywa, zaraz spadnie śnieg, trzeba zmieniać opony, odśnieżać chodnik, zakładać kalesony, walczyć z sąsiadami o to kto ma bardziej ozdobiony na święta dom i nie rozstawać się z Neutrogeną do rąk, ale póki co o tym nie myślę i cieszę się tym co jest, między innymi dynią :)


Dyniowy mac and cheese:

-1 szklanka puree z dyni
-2 posiekane ząbki czosnku
-500g makaronu fusilli (naszych świderków :) )
-szczypta gałki muszkatołowej
-posiekana natka pietruszki
-2 szklanki mleka 
-3 łyżki mąki
-2 1/2 łyżki masła
-duża szczypta cynamonu
-300g tartego sera (ja użyłam goudy i cheddara)
-świeży lub suszony tymianek
-sól i pieprz do smaku

Mleko, puree, cynamon, czosnek i gałkę mieszkamy razem w rondelku, podgrzewamy na małym ogniu ok 20 minut. W dużym garnku grzejemy wodę na makaron (koniecznie solimy dużą ilością soli, ja dałam 3 łyżki), makaron gotujemy al dente zgodnie z przepisem na opakowaniu, gdy będzie gotowy, odcedzić i przelać zimną wodą by się nie sklejał. Na średnim ogniu robimy zasmażkę do sosu, zaczynając od stopienia masła a następnie zasypania go mąką i dodania tymianku, zalewamy mleczno dyniową mieszanką z pierwszego kroku i mieszamy do lekkiego zgęstnienia, następnie wrzucamy ser i mieszamy aż się roztopi w sosie. Na koniec odcedzony makaron mieszamy w garnku z gotowym sosem, nakładamy do miseczek i dekorujemy natką pietruszki, w razie potrzeby doprawić solą i pieprzem. Smacznego :)

Warszawa, jedzenie, Łazienki i konkurs :)

Ze względu na znikomą ilość wolnego czasu, bardzo (ale to BARDZO) zaniedbałam bloga, nie powiem, brak piekarnika się też do tego też w dużym stopniu przyczynił. Tak więc teraz, wypadałoby choć raz na kilka dni znaleźć kilka wolnych chwil by móc skleić coś fajnego :)

Ostatnio miałam okazję wybrać się do Warszawy odwiedzić moją przyjaciółkę, przyznam szczerze, że zamiast historycznych walorów stolicy tysiąc razy bardziej interesowało mnie jedzenie. Idąc Krakowskim Przedmieściem żałowałam że nie mogę okręcić głowy o 360 stopni. Zjadłabym w każdej najmniejszej knajpie. Przyznam, że bardzo zainteresował mnie fenomen ''Zapiecków'', których minęliśmy chyba z 20, a w każdym było mnóstwo ludzi. Przy dwudziestym Adam stwierdził że wolałby umrzeć z głodu, niż dać im zarobić (:)))), tak więc wyruszyliśmy na poszukiwanie upragnionego przeze mnie makaronu, co prawda minęliśmy kilkanaście restauracji z makaronami, pizzą itd, ale mi się wymarzyła malutka, kameralna, włoska knajpka, której i tak w końcu nie znaleźliśmy. Skończyliśmy na ul. Freta w uroczej restauracyjce ''Fret@Porter", w której i tak skończyło się na sałatce z rostbefem, owocami granatu i dressingiem balsamico, która znajdowała się w ''Polecanych na Jesień''. 
Po obiedzie przyszła ochota na lody, nie jakieś zwykłe kręcone, ale prawdziwe, kremowe, idealne lody. W ten oto sposób znaleźliśmy się w Lodziarni W. Hodunia na ul.Nowomiejskiej 7/9 (która tak a propos jest polecana przez The New York Times jako jedno z miejsc koniecznych do odwiedzenia na świecie), gdzie od razu powitała nas ogromna kolejka, ciągnąca się wzdłuż ulicy, ale przyznam że warto było poczekać.
Ostatniego dnia, przed wyjazdem, w oczekiwaniu na pociąg wybraliśmy się do Złotych Tarasów, gdzie najważniejszym punktem wycieczki było-JEDZENIE. Zjedliśmy całkiem smaczne, tajskie jedzenie (co prawda zalatywało fast foodem, ale co tam, czasem można :D), w otoczeniu mnóstwa osób w ludowych Polskich strojach, które później okazały się uczestnikami Flashmoba.
W drodze na pociąg obowiązkowo odwiedziliśmy ''Kuchnie Świata'', w których kupiłabym dosłownie wszystko, ale jako że czas nas naglił nie zdążyłam w końcu kupić nic.
Jakie restauracje byście mi polecili na kolejną wycieczkę do Warszawy? Co muszę zjeść? Gdzie warto się wybrać? :)
















Chciałabym jeszcze poinformować szanownych czytelników o tym iż biorę udział w konkursie Almy, Bosch i Food&Joy i walczę o mój wymarzony i niezbędny piekarnik (mój parę miesięcy temu wybuchł, co również było spowodowane zastojem na blogu :( ). Swego czasu czasu piekarnik był najczęściej używanym sprzętem w mojej kuchni, a jego ''koniec'' bardzo ograniczył i okroił moje możliwości na realizowanie wielu, wielu ciekawych przepisów. Byłabym niezmiernie wdzięczna za oddanie głosu na moje muffinki, które tak na marginesie były na blogu ostatnim postem przed końcem mojego piekarnika. Będę mega wdzięczną i bardzo bym prosiła o pomoc!
Link do głosowania znajduję się tutaj:

http://www.twojswiatodkuchni.pl/przepisy-kulinarne/przepis,777.html

z góry dziękuję za wszystkie oddane głosy! :)

wtorek, 29 maja 2012

Cupcakes time!

Od jakiegoś czasu na popularności zyskują  ''Cupcakes'' urocze, kolorowe i przepyszne siostry ''muffinów'' lub jak kto woli ''babeczek'', które wszyscy kochają. Ostatnio zaobserowałam ich popularność w lokalach gastronomicznych, które w moim Trójmieście co chwilę się otwierają (Serdecznie polecam ''Magnolia Cupcakes'' w Gdyni przy ulicy Szkolnej 10, są przepyszne i prześliczne! Jestem pewna, że każdy znajdzie tam coś dla siebie :) ) i robią naprawdę dobry interes, ponieważ coraz więcej ludzi rezygnuję z tortów okolicznościowych na korzyść tych ślicznotek. Nigdy jakoś mnie nie ciągnęło do pieczenia takich cudów, wolałam zrobić konkretny, wytrawny obiad, ale ostatnio ze względu na OGROMNĄ chęć na słodyczę (której nie miałam przez jakiś rok), codziennie piekę i stwierdzam, że jest to dużo, dużo większa frajda niż ''zwykłe'' gotowanie! Uff i W KOŃCU nadarzyła mi się okazja do wypróbowania szprycy, którą dostałam jakiś czas temu w prezencie od Mamy. Mam nadzieję, że osiągnę w dziedzinie cukiernictwa kiedyś stopień mistrza (ale jeszcze dłuuuuga droga przedemną), bo mniej jest osób które nie lubią czekolady, niż np. groszku, lub szpinaku i dużo łatwiej jest o chętnych do ''testowania'' moich wypieków :) Tak więc dzisiaj podzielę się z Wami przepisem na urocze Cupcakes z musem truskawkowym i kremem z przez wszystkich uwielbianej ''Nutelli'' :)



Cupcakes z musem truskawkowym z prosecco i kremem z ''Nutelli'':

Ciasto na muffiny:
-130g masła
-pół szklanki cukru
-2 jajka
-3/4 szklanki mąki pszennej
-1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
-parę kropel aromatu waniliowego
-3-4 łyżki mleka

Mus truskawkowy:
-25dkg truskawek
-szklanka cukru
-50ml prosecco
Krem do dekoracji:
-1/2 szklanki nutelli
-50g miękkiego masła
-pół szklanki cukru pudru
-ewentualnie parę truskawek pokrojonych w połówki

Wrzucamy do blendera truskawki z cukrem i prosecco następnie miksujemy na gładką masę, wstawiamy na chwilę do lodówki. Masło ucieramy na puszystą masę, dodajemy cukier dalej ucierając, dodajemy po kolei jajka (ciągle miksując, tak by składniki się połączyły), do masy dodajemy suche składniki, mleko i aromat. W papilotkach rozkładamy masę-najpierw łyżka ciasta, potem łyżeczka musu i zakrywamy ciastem. (wystarczy na ok. 12 babeczek), piec w 190 stopniach przez ok 20-25 min. W między czasie ucieramy w mikserze masło, nutelle i cukier puder na gęstą masę i wstawiamy do lodówki na 10-15min. Babeczki wyciągamy z piekarnika i studzimy na kratce. Gdy babeczki kompletnie ostygną, napełniamy szprycę kremem i dekorujemy, można podawać odrazu lub wstawić do lodówki aby krem stwardniał. Można również udekorować je pokrojonymi w połówki truskawkami. Smacznego! :)

piątek, 20 kwietnia 2012

Paczuszki zawinięte w liście szpinaku

Ostatnio moja kochana Mamusia ze względu na moją obsesje kupiła mi pięęęękny pęczek świeżego szpinaku. Leżał tak ze dwa dni, a ja się zastanawiałam nad czymś oryginalnym i pysznym, w końcu wpadło mi do głowy idealne rozwiązanie! Dlaczego by nie zrobić pasty z piersi z kurczaka, fety, szpinaku i duuuuużej ilości przypraw? Dodatek sosu cytrynowego, okazał się być strzałem w dziesiątkę i nieskromnie stwierdzę, że do tej pory jeszcze żadne tegoroczne moje danie tak mi nie smakowało jak to!



Paczuszki z farszem z kurczaka, fety i szpinaku:


Farsz:
-ok 300g liści szpinaku
-270g fety
-300g mięsa z piersi kurczaka
-sól, świeżo zmielony pieprz, papryka ostra
-3 ząbki czosnku przeciśnięte przez praske
-ok 200g dużych liści szpinaku do zawijania w nie pasty

Sos:
-300g śmietany 12%
-sok z 1 cytryny
-posiekany koperek
-sól, świeżo zmielony pieprz, odrobina gałki muszkatałowej
-ząbek czosnku przeciśnięty przez praske
-1 żółtko
-ser do posypania

Piekarnik rozgrzewamy do 200stopni. Szpinak siekamy i smażymy na maśle z dodatkiem soli i pieprzu. Kurczaka gotujemy w wodzie z dodatkiem ''warzywka'' lub kostki bulionowej. Fete rozgniatamy w misce widelcem, dodajemy czosnek, ugotowanego kurczaka pokrojonego w drobną kostkę i usmażony szpinak, doprawiamy solą, pieprzem i papryką. Wszystko mieszamy razem na w miarę gładką paste (nie blendujemy!). Tak przygotowaną pastę zawijamy w liście szpinaku podobnie do springrollsów lub krokietów, układamy w żaroodpornym naczyniu obok siebie. Nie przejmujcie się jeżeli liście lekko popękają, nic się nie stanie. Przystępujemy do sosu w rondelku na małym ogniu rozgrzewamy odrobinę masła i dodajemy śmietanę. Cytrynę rolujemy po blacie by odrobinę zmiękła i żebyśmy uzyskali w ten sposób jak najwięcej soku. Dodajemy do śmietany sok z cytryny, przyprawiamy solą, pieprzem, gałką i czosnkiem, zagotowujemy wszystko tak by sos był ciepły, pamiętajcie, że nie powinien ''bulgotać'', po zdjęciu z ognia wrzucamy do niego żółtko i szybko mieszamy by się nie ścieło. Tak przygotowanym sosem polewamy nasze paczuszki, posypujemy serem i zapiekamy w piekarniku przez 15min, tak by ser stopniał. Mam nadzieję, że to danie zasmakuje Wam i Waszym domownikom, równie jak moim! Smacznego! :)

środa, 18 kwietnia 2012

O kurczaku, kuskusie i grillowanych warzywach

Ostatnio cierpię na brak czasu na gotowanie, co skutkuje brakiem częstych aktualizacji bloga, chcę z góry bardzo za to przeprosić. Przedwczoraj i wczoraj w końcu znalazłam chwilę by zrobić obiad, a nie wyręczać się siostrą lub mamą :) Dzisiejszy przepis pochodzi z przedwczoraj, miałam wtedy ogromną ochotę zjeść coś zdrowego i nie mieć później wyrzutów sumienia, chyba każdemu zdarzają się takie dni, prawda? :) Połączenie kuskusu, piersi z kuraka, grillowanych warzyw i jogurtu naturalnego jest po prostu DOSKONAŁE! A satysfakcja że zjadło się coś lekkiego, zdrowego i zarazem tak pysznego jest jeszcze lepsza! Polecam wszystkim ten przepis i z pewnością do niego jeszcze wrócę! Chciałabym przeprosić za gorszą jakość zdjęć, ale mój aparat jest aktualnie w naprawie i nie zanosi się na jego szybki powrót...



Kuskus z kurczakiem, grillowanymi warzywami i jogurtem naturalnym:

-1 cukinia
-1 podwójna pierś z kury
-200g pomidorków koktajlowych
-1 bakłażan
-1 papryka czerwona
-1 brokuł
-jogurt natualny
-300g kuskusu

Marynata do mięsa:
-2 ząbki czosnku drobno pokrojone
-papryka suszona ostra
-sól i świeżo zmielony pieprz
-ok 4-5 łyżek oliwy z oliwek

Dressing do polania warzyw przed grillowaniem:
-50ml oliwy z oliwek
-suszone oregano
-4 ząbki czosnku
-sól i świeżo zmielony pieprz
-łyżka soku z cytryny


Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni, warzywa kroimy w słupki (nie gotujemy nic wcześniej! nawet brokułów!)a pomidorki na połówki. Bakłażana obsypujemy solą i odstawiamy na 30min aż puści wodę. W trakcie gdy bakłażan zajmuję się sobą my zajmujemy się kurą. Kroimy pierś w paski i marynujemy w naszej marynacie. Kiedy bakłażan już puści wodę przelewamy go wodą w sitku i warzywa umieszczamy do żaroodpornego naczynia, polewamy naszym dressingiem i wstawiamy do piekarnika na ok 20min (tak jest w moim, a jemu słabo idzie), lub mniej, zależnie od piekarnika. Kuskus przyrządzamy wedle przepisu na opakowaniu, ale zalewamy bulionem drobiowym* nie wodą. Kurczaka smażymy na patelni aż do zarumienienia, wyciągamy warzywa z piekarnika. Do miseczek nakładamy kuskus, lekko ugniatamy żeby był płaski, na to warzywa i kurczaka i na koniec zalewamy jogurtem naturalnym! Można podawać na ciepło i na zimno. Smacznego!

*Dobrym wyjściem dla ludzi nie jedzących mięsa jest wypróbowanie wegetariańskiej wersji bez kurczaka, a np z tofu i z bulionem warzywnym.

środa, 28 marca 2012

Orientalny rosół

Jakiś czas temu oglądając w telewizji program ''Nagi Szef'' w którym swoje kuchenne sekrety zdradza Jamie Oliver (przepisy ma fajne, ale brzydki masakrycznie :D), zobaczyłam przepis na bulion fusion. Pomimo tego że nie jestem fanką rosołu, to postanowiłam trochę pomajstrować przy recepturze i nieco go zamienić, efekt wyszedł całkiem zadowalający. Sądzę, że ten przepis może być ciekawą alternatywą dla ''Niedzielnego Rosołu'' :)



Orientalny bulion:
-litr bulionu warzywnego lub drobiowego (najlepiej ugotowany na piersi z kurczaka)
-2 albo 3 obrane marchewki
-1 cebula opalona nad palnikiem
-ok 1/2kg orientalnego makaronu
-2 posiekane papryczki chili
-3 łyżeczki startego świeżego imbiru
-2 limonki
-sól, świeżo zmielony czarny pieprz, pieprz cayenne
-podwójna pierś z kurczaka
-oliwa z oliwek do smażenia
-garść pietruszki
-2 łyżki sosu sojowego

Cebule opalamy nad palnikiem, marchew obieramy, wrzucamy do garnka i gotujemy z piersią z kurczaka, tak jak na tradycyjny rosół. Na patelni podsmażamy na oliwie posiekane chili i imbir i wrzucamy do rosołu, gotujemy przez ok 40-45 minut i doprawiamy(dobrze jest próbować w trakcie, bo każdy lubi inną intensywność w smaku :) ) solą, pieprzem, cayenne i sosem sojowym. Makaron przyrządzamy według przepisu na opakowaniu po czym wkładamy do miseczek. Ugotowaną pierś z kury kroimy w paseczki wrzucamy do makaronu i zalewamy bulionem, na koniec wyciskamy do smaku sok z limonki i dekorujemy pietruszką:)

poniedziałek, 27 lutego 2012

Tradycyjne hiszpańskie Empanadas

Po długiej zimie w powietrzu nareszcie czuć wiosnę, dni robią się coraz dłuższe i powoli po długich mrozach temperatura zaczyna iść w górę, ptaki ćwierkają, słońce świeci, aż chce się żyć! Osobiście nienawidzę mrozu (nie jestem przyzwyczajona i marznę nawet przy 15 stopniach!), ale kocham śnieg, dorastając w Hiszpanii nigdy go nie miałam i gdy tylko zacznie padać cieszę się jak dziecko i biegam od okna do okna :) W czasie ostatnich mrozów zatęskniłam za prawdziwym hiszpańskim jedzeniem i tak oto przypomniałam sobie o Empanadas, tradycyjnych hiszpańskich pieczonych pierogach z farszem warzywno-mięsnym.







Tradycyjne hiszpańskie Empanadas:

Kruche ciasto:
-250g mąki pszennej
-120g masła
-kilka łyżek lodowatej wody
-szczypta soli

Farsz:
-500g mięsa mielonego (może być mieszanka wołowiny i wieprzowiny)
-2 papryki (jedna czerwona, jedna żółta)
-ok. 200ml passaty pomidorowej
-puszka kukurydzy*
-puszka czerwonej fasoli*
-1 cebula czosnkowa
-sól
-pieprz cayenne
-2 ząbki czosnku
-2 rozbełtane jajka

Rozpoczynamy od ciasta kruchego, masło siekamy z mąką dorzucamy szczypte soli i wodę, zagniatamy i wkładamy do lodówki na pół godziny. Następnie bierzemy się za farsz. Oliwe z oliwek rozgrzewamy na dużej patelni, dodajemy pokrojoną w drobną kostkę cebulę i wrzucamy mięso, smażymy dopóki mięso nie będzie miało grudek, przeciskamy do farszu czosnek a pokrojone w drobną kostke papryki wrzucamy do reszty(jeżeli używamy kukurydzę i czerwoną fasolę, to również dodajemy) zalewamy passatą i dusimy przez ok. 20-25 min aż wszystkie składniki będą miękkie. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Ciasto wyciągamy z lodówki, wałkujemy i szklanką wycinamy kółeczka, potem znowu wałkujemy, napełniamy farszem i zawijamy jak pierogi, brzegi można docisnąć widelcem. Kładziemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wierzch smarujemy rozbełtanym jajkiem i pieczemy dopóki się nie zarumienią (ok. 20-25min). Smacznego!

*tych składników nie używałam, ale idealnie się komponują z resztą :)


niedziela, 26 lutego 2012

Noc Oscarowa i amerykański przepis!

Po długim zastoju w końcu znalazłam chwilę by podzielić się czymś fajnym, a ze względu na dzisiejszą okazje musi to być coś związane z USA! Dzisiaj w nocy odbędzie się 84 (!) gala rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej tzw ''Oscarów''. Od lat jestem zakochana w kinie, filmie i z tym wiążę również moją przyszłość, nie wyobrażam sobie tego inaczej. A jakie jest Wasze podejście do filmów? Macie może swoich faworytów do tegorocznej statuetki?
Dziś podzielę się przepisem na ''Peanut butter cups'', które są bardzo popularne w Stanach, swego czasu przywoziłam je do Polski na potęgę, bo nie mogłam przestać ich jeść. Będą idealną, szybką i łatwą przekąską na transmisję Oscarową!


Peanut butter cups (ok. 14):

-słoik niesolonego masła orzechowego (najlepsze będzie to chrupiące)
-2 tabliczki mlecznej czekolady
-ok.3/4 szklanki cukru pudru
-1/4 łyżeczki soli
-ok. 14 małych papilotek

Masło mieszamy z cukrem pudrem i solą na gładką masę, wstawić na chwileczkę do mikrofalówki by łatwiej się je nakładało do papilotek. Pokruszoną czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej na gładką masę. Następnie napełniamy jedną łyżką czekolady spód papilotek, bardzo ważne jest by była rozprowadzona równomiernie, potem na czekoladę kładziemy łyżeczkę (lub 2, jak kto woli) masy z masła orzechowego i polewamy czekoladą, tak by przykryła masło orzechowe. Po wypełnieniu wszystkich papilotek wstawiamy czekoladki do lodówki by zastygły, powinny być gotowe to zjedzenia po około godzinie lub półtorej. Smacznego! :)



czwartek, 16 lutego 2012

COCO Cafe Club & Restaurant Gdynia

Dzisiaj chciałabym wszystkim opowiedzieć o mojej ulubionej restauracji w Gdyni. COCO jest usytuowane przy samym nabrzeżu na Gdyńskim skwerze,w środku popularnego centrum rozrywki. COCO odwiedzam praktycznie od początku ich istnienia i nigdy się nie zawiodłam. Kiedyś restauracja była większa, ale po kilku latach ją zmniejszono, ale i tak jest wielka. Lokal jest wyposażony w 3 różne bary dwa znajdują się w części restauracyjnej, jeden w przeszkolnej części ''klubowej'' z widokiem na morze. Załoga jest świetnie wyszkolona, zawsze uśmiechnięta i zawsze indywidualnie podchodzą do klienta tzn.doradzą, polecą, jak coś nie smakuje to zaproponują coś innego, przyjemnie tamsiedzieć nawet ze względu na samą obsługę. Kolejnym atutem lokalu jest nowoczesny, stylowy, modny wystrój, piękne zdjęcia na ścianach, świetna muzyka i przedewszystkim WSPANIAŁE jedzenie! Restauracja specjalizuje się w tajskim fusion, ale znajdziemy również dania z innych stron świata, które są na równie wysokim poziomie. Wszystko zawsze jest świeże, kolorowe i pięknie podane! Stała kadra kelnerska, która zawsze wszystkich pamięta i wychodzi na powitanie z uśmiechem na twarzy. Spotkałam się z wieloma opiniami, że ceny są za wysokie, ale jaki student nie ponarzeka? :) Moim zdaniem ceny są adekwatne do ilości i przedewszystkim jakości podawanych dań. Porcje są naprawdę duże i spokojnie można się nimi na jeść. Kolejnym plusem tego miejsca są IDEALNE drinki (polecam moje ulubione truskawkowe mojito)i shake'i (koniecznie spróbujcie ''Ciasteczkowego Potwora''), na bazie świeżych owoców, lodów, mleka czy czegokolwiek zapragniecie. Z czystym sumieniem mogę to miejsce polecić każdemu na rodzinne spotkanie, wieczornego drinka, wypad z przyjaciółmi jak i na randkę, lub spotkanie biznesowe. Wrzucam kilka zdjęć z moich ostatnich wizyt w COCO i kilka zdjęć wystroju pożyczonych ze strony COCO.



Tajska zupa ''Tom Yum Gai'' z kurczakiem i mleczkiem kokosowym



Moje ulubione danie-''Kurczak w zalewie z mleka COCO'sowego z imbirem i zielonym curry''





Ryż i sałatka podawane do ''Kurczaka w zalewie z mleka COCO'sowego z imbirem i zielonym curry''




...i w końcu! Moje ulubione Truskawkowe Walentynkowe Mojito :)



a tutaj parę zdjęć wystroju ze oficjalnej strony COCO